Torimou.- Nie możesz jej odrzucić! Musisz wziąć to na siebie! – krzyczy patrząc mi wściekle w oczy. Jego błękitne tęczówki ciemnieją od gniewu, a usta ściągają się w dziwny grymas. – Czy ty wiesz, co się stanie, jeśli zrezygnujesz? To będzie koniec. Koniec wszystkiego.
Stoję jak skamieniała próbując wyczytać coś jeszcze z jego pochmurnej twarzy. Nie, to nie możliwe! Na pewno jest jakieś inne wyjście. Może…
- Jest jeszcze jeden sposób – mówi cicho, jakby czytając mi w myślach. – Ale musisz być całkowicie pewna, że poświęcisz wszystko dla dobra tej sprawy. Skoro chcesz być znów zwykłą nastolatką.
- Mów! – nalegam – Zrobię wszys…
- Musisz poświęcić jego – szepcze, wskazawszy stojącego pod ścianą chłopaka.
Zamieram. On chyba nie mówi poważnie!
- Żeby pokonać Lorcan potrzebna jest krew Wybranego – ciągnie. Jego głos jest spokojny, czuję jednak, ile emocji się w nim kryje. – W żyłach elfów rodu Cahan płynie potężny eliksir. Kto się z nim połączy, posiądzie wiedzę, wiele zostanie przed nim odkryte. Zdobędzie...potężną moc. To jedyny sposób.
Drżę. Podnoszę wzrok na podpierającego ścianę chłopaka. Nie słyszy naszych szeptów. Nie może ich słyszeć.
- Dlaczego akurat jego? – pytam cicho, starając się opanować napływające do oczu łzy. – Czemu nie ty, lub ktokolwiek z was?
- Jest Cahaninem i to w dodatku Wybranym – śmieje się blondyn, lecz jakże gorzki to śmiech. – Ma dużo większą moc, niż ja, czy wielu innych elfów. Jego krew jest inna. Potężniejsza.
Spuszczam oczy na ziemię. Zimny, twardy beton.
- Czy jesteś gotowa ponieść taką cenę? Zastanów się dobrze, co jest dla ciebie ważniejsze.
Nie muszę nad tym myśleć. Dobrze znam odpowiedź na to pytanie…
Świetnie piszesz ;)).
OdpowiedzUsuń